Rentowność i trwałość 8.1 POIG
Nawiązując do bardzo ciekawych i inspirujących dyskusji w wątku pt. „Dla kogo dotacja 8.1 POIG” chcialbym zaproponowac do wspólnej dyskusji i rozważań dwie kwestie, które moim zdaniem mogłyby zostać jeszcze udoskonalone we wniosku o dotację 8.1 POIG.
Pierwsza sprawa – brak porównywalności / wspólnego mianownika w zakresie samodzielnie wybieranych wskaźników rentowności projektu. Ponieważ najprostsze rozwiązania są często najlepsze – może przyjąć taki oto dedykowany wskaźnik: iloraz sumy przychodów ze sprzedaży [tylko z projektu / modelu biznesowego określonego w projekcie] oraz sumy wszystkich nakładów na projekt (zarówno inwestycji, jak i kosztów utrzymania firmy) – narastająco po: 2,3,4 i 5 latach (tak, żeby wykazać trend oraz rok, w którym kumulowana suma przychodów z projektu przewyższy kumulowaną sumę nakładów na projekt).
Druga sprawa – wprowadzenie wymogu podawania sposobu wyliczenia wartości prognozowanych przychodów podawanych we wniosku i stosowanych we wskaźnikach rentowności . Proponuje każdorazowo wychodzić od szczegółu do ogółu, czyli przykładowo jeśli identyfikujemy dwa podstawowe źródła przychodów z projektu (np. reklamodawcy oraz odpłatne e-usługi), będzie trzeba zacząć od określenia przewidywanego cennika za jednostkową usługę (jednorazową kampanię reklamową od jednego reklamodawcy, jednostkowe skorzystanie z e-usługi – np. cena od sztuki/transferu/abonamentu itp.). Następnie trzeba będzie określić liczbę spodziewanych rocznie klientów (reklamodawców, usługobiorców) i dopiero wtedy pokazać finalne prognozy roczne wynikające z iloczynu tych wartości. Oczywiście, zarówno proponowany cennik, jak i spodziewana liczba klientów w kolejnych latach bedą musiały być przekonująco uzasadnione, poparte wiedzą o danym rynku, porównane z konkurencją, faktycznie stosowanymi cennikami w przypadku podobnych usług czy reklam na stronach www itp. Wówczas sufitologia stosowana (czy jak to nazywacie: „wróżenie z fusów” :) będzie przynajmniej poparta głębszym zastanowieniem i analizą, czy i na co tak na prawdę będziemy mogli liczyć… Powyższa propozycja jest zapewne oczywista dla wielu z Was i stosowana jako podstawowa metodologia wyliczania prognoz przychodów w biznes planach. Jednak, skoro nie jest narzucona wprost, nie każdy wniosek 8.1 prezentuje takie podejście. Proponuje zatem to ujednolicić i wymagać równo od wszystkich. Będę wdzięczny za Wasze opinie i ew. uwagi, propozycje – z góry dziękuję :)


pomysł popieram, jednakże w odpowiednim polu należy zwiększyć liczbę znaków – takie uzasadnienie jeżeli ma być przekonywujące to przecież nie 5 zdań.
No chyba, że można wpisać, że byliśmy u wróżki :-) pewnie tyle samo warta prognoza co i inna na kilka lat do przodu w przypadku projektu typu start-up.
@marcin – w pełni się zgadzam, szczególnie w punkcie dotyczącym trwałości powinno być więcej (x2?) niż 8000 znaków!
@jacku – Czytając opis „sprawy drugiej” czuję się jakbym czytał własny wniosek;) Oczywiście to jest bardzo słuszna koncepcja! Co więcej to powinien być tak naprawdę punkt 1 (od tego trzeba zacząć)! Mając to dobrze przygotowane nie ma problemu z wyliczeniem wskaźników związanych z prognozowanymi przychodami, kosztami, rentownością itp. Co do pierwszej sprawy: chyba jestem trochę sceptycznie nastawiony do takiego sposobu liczenia, dlaczego? Ano po pierwsze: istnieją już gotowe wskaźniki liczące rentowność i wymyślanie nowych, „nie przetestowanych” jakoś do mnie nie przemawia (i dlaczego dopiero od 2 roku?)… choć być może jest to super pomysł na obligatoryjny wskaźnik – trzeba go po prostu przetestować na przykład na 20 złożonych wnioskach i porównać wyniki: czy są miarodajne.
W mojej opinii wybranie wskaźnika rentowności na „wspólny mianownik” pozwalający porównywać projekty między sobą mija się z celem. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że w „normalnym” świecie NIKT (i mówię to z całą pewnością) nie używa wskaźników rentowności do oceny opłacalności projektu, czy też wyboru – który z 2 projektów realizować. Gorąco polecam przeanalizowanie strony: http://itob.wil.pk.edu.pl/zim_w_bud97/referat12/referat12.html
Do tego celu wykorzystywane są wskaźniki ‘zwrotu z inwestycji’. Dzięki temu wiemy, że np. po 3 latach włożona w projekt kasa się nam zwróci, a w 4 roku inwestycja już będzie dla nas zarabiać. Bez wysiłku intelektualnego można sobie wyobrazić projekt, w który wkładamy milion na początek, już po roku jest on rentowny (suma przychodów > sumy kosztów), ale czas w którym „odzyskamy” zainwestowany milion to np. 10 lat… Wg mnie rok (po zakończeniu projektu) w którym inwestycja zacznie na siebie zarabiać mógłby być takim obiektywnym wskaźnikiem pozwalającym porównywać projekty. Jaki problem widzę od razu na starcie? Bez dokładnego opisu w instrukcji w jaki sposób taki wskaźnik (jeden wybrany) policzyć nie ma sensu go wprowadzać bo ludzie na tym polegną…
Nawet obecna struktura wniosku pozwala na automatyczne wyliczenie wskaźników. Konieczne jest wpisanie projekcji finansowej (nazywa się to chyba oświadczanie finansowe) a przy kilku dodatkowych liniach wszystkie wskaźniki wylicza się same :-) uniknie się wtedy problemu rożnych interpretacji i sposobu wyliczania. Projekcja powinna być połączona z przebiegiem rzeczowo finansowym od strony kosztowej. Jeżeli udało mi się to zrobić w arkuszu kalkulacyjnym to myślę ze nowy wniosek tez może tak działać.
Problem jaki cały czas nie daje mi spokoju to ze we wniosku nie może być kosztów niekwalifikowanych. Co powoduje naciąganie zyskowności projektu. Dyskutowaliśmy o tym już chyba kiedyś na tym forum. Jeżeli zatrudnię kogoś do sekretariatu to będę musiał wpisać ze pracuje nad projektem (generator wywali blad jezeli pozostawie koszty kwalifikowane puste). Jeżeli wdrożę system do fakturowania to będzie on musiał zostać pokazany jako koszt kwalifikowany, firma obsługująca księgowość również będzie musiała być w jakimś stopniu opisana jako wydatek kwalifikowany.
W czasie dyskusji argumentowano to tym ze dla dotacji ważne są tylko koszty kwalifikowane. I oczywiście jest to prawda ale dla rentowności projektu będą potrzebne wszystkie wydatki.
Pozdrawiam
Jacku, to co napisałeś to jest w 100% tym, co zrobiłem w swoim wniosku! I chyba jest ok, bo na razie nie dostałem żadnego zwrotu z oceny merytorycznej ani informacji, o odrzuceniu.
Jestem informatykiem z wykształcenia, naukowcem z powołania i dla mnie oba podejścia są naturalne. Wskaźników liczenia rentowności jest od liku – co teoria to wzorek i interpretacja. Jak słusznie Jacek zauważyłeś, najprostsze jest najlepsze („Simplicity is the ultimate sophistication.” – Leonardo da Vinci ) – powtarzam to studentom na każdym kroku!
Co do arkusza – moją analizę robiła koleżanka, zawodowa księgowa. Mam takowy arkusz i ładnie liczy wszystko z automatu. Rozmawiałem z nią, czy mogę go upublicznić ale obawia się, że jest: banalny, źle zrobiony i że można to zrobić lepiej i się wstydzi. Ot taka skromność. Niemniej jednak, dodając taki arkusz w Excelu jako załącznik do wniosku powinno być obligatoryjne! Wiele błędów odpadnie i zamknięte zostaną drogi jałowej dyskusji: co jest lepsze i efektywniejsze. Po prostu, wpisze się wartości i reszta się liczy. Cennik usług – to podstawa. Bo jak cokolwiek prognozować!
Swoją drogą, zastanawiam się nad kolejnym działaniem. Myśle o finandowaniu z programu 1.4-4.1. Ktoś myśli podobnie? Firma się rozwija, potencjał jest i szkoda marnować siły. Ktoś się zastanawia podobnie jak ja?
Pozdrawiam
Jacku, zgadzam się z Tobą, szczególnie w drugiej kwestii. Większość wniosków nie miała przedstawionej dobrej (często żadnej) metodologii szacowania przychodów. A wielkości były nierzadko „kosmicznie” wysokie, milionowe. Poddawały one od razu pod wątpliwość trwałość projektów i realność osiągnięcia wszystkich dowolnie wybranych wskaźników rentowności, zwrotu z inwestycji czy opłacalności projektu. Tutaj poparłabym pomysł deo i przeanalizowałabym wskaźniki na przykładach konkretnych wniosków. Szczególnie, że głównie na kryteriach finansowych wnioski odpadają. Myślę, że jest na taką analizę właściwy moment.
Przychody, wskazniki, rentownosc… cokolwiek nie wymyslimy, wszystko bedzie mialo swoje plusy i minusy. Bo wszystko to w przypadku e-startupow troszke wrozenie z fusow. Na pewno trzeba przedstawic model biznesowy, zalozenia, ale trzeba byc caly czas przygotowanym na zmiany. Czasem nawet przed rozpoczeciem rezalizacji projektu – w e-biznesie kilka miesiecy na ocene to kuuuupa czasu. To nie tradycyjne firmy B&M gdzie wchodzimy na istniejace rynki, gdzie mozna pozwolic sobie na w miare precyzyjne szacunki…
…. tu liczy sie pomysl, a co z niego wyjdzie – zalezy od wielu czynnikow, rowniez „niebiznesowych” jak szczescie, przypadek.
Projektow w 8.1 nie da sie porownac. Czesc to zapewne naprawde fajne i wartosciowe e-uslugi skierowane do waskich grup, ktore nigdy wiele nie zarobia. Czesc to byc moze dosc proste pomysly na szybkie wygenerowanie przychodow. Czy te drugie sa lepsze od pierwszych?
W 8.1 chodzi o promocje nowych e-uslug. Super bedzie, jak kilka/kilkanascie z nich rozleje sie poza nasz kraj. Nowe Google? Moze nie, ale byloby fajnie;)
Nie zabijajmy pomyslow zbyt wieloma liczbami. Na pewno trzeba uszczelnic system, wyeliminowac cwaniakow i naciagaczy. Ale czy droga do tego wiedzie przez rozbudowany system wskaznikow?
Absolutnie nie jest moją intencją jeszcze bardziej to rozbudowywać, wręcz przeciwnie: szukam najprostszych rozwiązań. Chyba źle mnie zrozumiałeś – ja nie proponuje dokładania kolejnych wskaźników, ale zastąpienie tych dotychczasowych (różnych do wyboru) jednym – prostym, zunifikowanym, porównywalnym i opartym o przejrzystą metodologię obliczenia prognozowanych przychodów w oparciu o przemyślany cennik usług. Właśnie tego czasami wydaje się brakować – dobrze przemyślanego (+ najlepiej zweryfikowanego rynkowo) cennika. Bo dopiero wtedy, w połączeniu z realnie wyglądającymi cyframi obrazującymi skalę zainteresowania/popytu (liczbę klientów, zamówień, itd), można powiedzieć, że nie wróżymy z fusów, ale że nasze prognozy skądś się biorą i można ewentualnie dyskutować z adekwatnością cennika czy realnością spodziewanej liczby klientów / spodziewaną wielkością naszego rynku czy naszym w nim udziale. Uważam, że każdy, kto do tego podchodzi poważnie, powinien tak to sobie kalkulować, żeby miec odpowiedź dla siebie: warto czy nie? A to, że sytuacja na e-biznesowym rynku się zmienia bardzo dynamicznie, to inna sprawa. Ważne, zeby na moment przygotowywania projektu zrobić to rzetelnie – tyle.
mam takie pytanie. wie ktoś kiedy można spodziewać się wyników oceny merytorycznej wniosków złożonych w marcu?:) jakieś informacje macie? bo na oficjlanej stronie cisza ;) dzięki z góry
To ja pozwolę sobie na małe podsumowanie:
1. Bardzo mi się podoba pomysł Krzysztofa – bardzo chętnie skonfrontowałbym arkusz koleżanki z moją produkcją – mógłby być to początek dla wspólnego „oficjalnego” arkusza, który byłby dołączany do wniosku jako obligatoryjny(?). Myślę, że gdyby wszystkie osoby tu piszące wypowiedziały się w tej kwestii to mógłby powstać naprawdę dobry materiał.
2. Powstanie takiego arkusza umożliwiałoby: a) wygodne przeglądanie planowanych przychodów i kosztów b) szybkie wprowadzanie zmian c) automatyczne wyliczanie wskaźnika a nawet kilku wskaźników (odpowiednie funkcje w excelu robią to z automatu!) d) ułatwiałoby pracę osobom oceniającym wniosek.
3. Konieczne by było opisanie poszczególnych pól – taka mini instrukcja jak taki arkusz wypełniać, żeby wszystko się samo wyliczało.
4. Dzięki temu mamy taką oto sytuację: a) we wniosku zawarta jest cała metodologia dotycząca sposobu prognozowania przychodów/kosztów b) w arkuszu są zawarte cyferki ilustrujące:
- przychody (liczba klientów/zleceń itp.),
- koszty (które są adekwatne do tych wpisanych do wniosku, ale nie tylko! można wpisać również koszty niekwalifikowane, co daje pełen obraz kosztów projektu!),
- wskaźniki rentowności, zwrotu z inwestycji itp. (jestem za jednym, ale konkretnym) wyliczają się z automatu i porównuje się je tylko z tymi wpisanymi we wniosku,
- wskaźniki rezultatu i produktu (oczywiście nie wszystkie) bez problemu można skonfrontować między zapisami we wniosku a danymi z arkusza (np. przychud->liczba klientów/zleceń – wsk. rezultatu; koszt->zakup sprzętu – wsk. produktu)
5. Podstawowy problem: zagwarantowanie integralności takiego arkusza – chodzi o to, żeby nikt nie mógł np. zmodyfikować funkcji wyliczających wskaźniki. Najprostszym sposobem jest oczywiście ręczne sprawdzenie przez oceniających np. formalnie wnioski czy poszczególne pola arkusza są niezmienione – sposób mało elegancki w epoce podpisu elektronicznego;)
Z drugiej strony taki arkusza mógłby być tylko narzędziem pomocniczym przy wypełnianiu wniosku – coś a’la instrukcja do rzeczywistego wykorzystania:)
Krotko do Piotra. piszesz „zatrudnię kogoś do sekretariatu to będę musiał wpisać ze pracuje nad projektem” Zatrudnienie pracownika sekretariatu jest kosztem kwalifikowalnym a udział procentowy jego pracy w ramach projektu do pracy w ramach innych aktywności firmy wylicza się w oparciu o podane w opisie założenia.
(od adm: nie reklamujemy się!!! – drugim ostrzeżeniem będzie ban) – możesz sfinansować przynajmniej część wynagrodzenia sekretarki, jeśli uważasz, że jej stanowisko pracy powtsanie w związku z realizowanym w ramach dotacji projektem.